WcaleNieCineQ
29-11-2007, 21:21
To nie jest opowiadanie tibijskie dlatego to jest tu. Szperałem po plikach i znalazłem opowiadanie które pisałem z kumplem.
Rozdział 1
***
Był chłodni dżdżysty wieczór. Żul Jacek szedł ulicą i rozmyślał nad swoim życiem. Ale nie wiedział, że gdzieś w głębi astralnej powłoki tego świata dżemie ukryte zło i okrucieństwo. I ma ona na imię Kasia. Jednak, gdy Jacek przebywał właśnie poza swoim doczesnym ciałem na skutek medytacji wspomaganej wielką siłą autosugestii (inni nazywają to stanem nietrzeźwym) zobaczył coś, co sprawiło, że jego kolorowe od różnorodności wypitych drinków oczy zadrżały z wrażenia. Na tle księżycowego nieba unosiła się niczym w głębinach oceanu skażonego przez ropę naftową postać. Miała długie włosy, zaczesane na Magdę M., czerwoną pelerynę i różowy strój. Na ramieniu jej spoczywała przymocowana gumką recepturką deska. Tak to ona - pomyślał Jacek - to Pamela Anderson- powiedział Jacek, po czym z wrażenia upuścił butelkę wódki. Wtedy postać skręciła i poszybowała z zawrotną szybkością Borysa uciekającego od krwiożerczego i bestialskiego psa Sebastiana i wylądowała toż przed nim i złapała butelkę. Jej oczy lśniły z zadowolenia. Wręcz zdawały się mówić: Uratowałam twoją butelkę menelu, w nagrodę masz mnie pocałować. Ale Jacek z wrażenia wykrztusił tylko jedno słowo (a może i dwa) - Kim jesteś?? A ona na to:" Jestem śmiercią i życiem, magią i chaosem, spokojem i gniewem, miłością i nienawiścią, skejterką i harcerką znaną jako Mroczna Bojowniczka Shaqira! - Uciekła zanim Jacek zdołał wykrztusić -...Rotfl
***
Mineło kilka miesięcy od spotkania Jacka z tajemniczą Mroczną Bojowniczką Shaqirą. I chociaż Jacek nie chciał się do tego przyznać do głęboko pod powierzchnią szlamu w jego głowie zwanego też mózgiem wiedział, że się u niej zadłużył na butelkę wódki. I od kilku miesięcy nieustannie wprowadzał się w stan radości i szczęścia (upojenia alkoholowego) by móc zwrócić jej należyty dług. Jednak po miesiącach przesiadywania pod pubem "Bartek-piwo rekomendowane przez Maciusia" nie spotkał jej ani razu. Jednak coś się działo w wielkiej głębi wszechświata. Wszystkie znaki na niebie i ziemi (mundurki w szkołach, drożejące masło) zaczęły świadczyć, że w tym roku zdarzy się coś niezwykłego. Ale Jacek nie mógł o tym wiedzieć. Szedł zwyczajnie ulicą, mając głęboko w otworze, w którym znajduje się koniec jelita grubego i przez który są usuwane wszystkie nieczystości naszego ciała (zwanym potocznie dupą) wszystkie problemy naszego świata, począwszy od romansu jego brata Borysa z Tajemniczą Mroczną z Parku , skończywszy na przerwach w dostawach wódki do jego ulubionego pubu. I gdy tak sobie szedł ulicą zobaczył coś, co odcisnęło wielkie piętno w na jego twardej jak durastal czaszce. Wielkimi krokami podchodził do niego człowiek. Ale nie to przeraziło tak Jacka. Ten człowiek szedł po lewej stronie chodnika. Jacek był wstrząśnięty tak jawnym lekceważeniem praw kodeksu drogowego. Był tak wstrząśnięty, że od razu stracił przytomność. Nie wiedział, że najgorsze jest dopiero przed nim.
Rozdział 2
Wyobraźmy sobie nurt. Nazwijmy go śmocą. Wyobraźmy sobie, że nie jest to zwykły nurt, ale ogólnowym. Wydarzenia mają swój własny cel - rozpoczynają się i kończą, oraz intencję - każde wydarzenia zna swój czas. Ale czasem coś lub ktoś może zakłócić nurt. Wtedy można się potknąć lub złamać sobie nogę. Ale co będzie, jeżeli zakłócenie będzie tak silne, że wszystkie wydarzenia zapomną o swoim celu i intencji?? Totalny chaos.
Jacek obudził się i rozejrzał. Z wielkim trudem formułował myśli. Działo się to na skutek spowolnienia aktywności mózgu w płatach czołowych obu półkul. Proces ten jest nazywany pospolicie kacem. Jacek spojrzał w prawo. Po dziesięciu minutach zobaczył dom. Jednak domem można to było nazwać tylko z racji pełnej funkcji - doświadczony architekt nazwałby to po prostu chlewem. Wtedy z jego dachu spadła szmata. A nie. To była osoba. Miała jasne, tłuste, klejące się włosy, scentrowaną twarz umazaną w błocie, krzywe, koślawe nogi, śmierdzącą skórę, lekkiego zeza, zwisające fałdy tłuszczu, a to wszystko jakby przepuszczone przez walec drogowy i płukane w wodzie rynsztokowej. Tak, to ona. Wiedźma Katarzyna.
-Cześ ć- wycedziła przez swoje krzywej połamane zęby błyszczące na tle światła słonecznego odbitego przez naturalnego satelitę Ziemi, krążącego wokół niej o geosynchronicznej orbicie, które jest również znane jako poświata księżycowa.
-Hail- wycedził Jacek i pogrążył się w stanie radości i marzeń sennych, typowym po zażyciu Smile-drinków marki ABSOLWENT.
Tymczasem gdzieś na drugim końcu tego geoidiotycznego świata ziom Bart zakładał na siebie kilogram hartowanej stali uformowanej w ogniwa łańcucha. Było to zjawisko dość niezwykłe, gdyż Bart jako zagorzały kibic potomków pasterzy świń zza Dupia (inni mówią na nich ŁKS Łomża, a jeszcze inni - Trzy literowa, łomżyńska k***a sportowa) zwykle nie zakładał łańcuchów, ponieważ Kodeks Honorowy Wampirów mu tego zabraniał. Ale dziś były Barta urodziny, więc postanowił nosić łańcuchy jako pierwsza oznaka młodzieńczego buntu, który właśnie przeżywał. Na pierwszy cel swojej wędrówki po kilku milionach ton żwiru, betony, gnoju i tworzyw sztucznych (czyt. Białymstoku) wybrał pub "Bartek - piwo rekomendowane przez Maciusia".
-Ariva,ariva,ariva ŁKS!- Krzyknął przekraczając próg publicznego miejsca służącego do wprowadzania się w stan błogości i spokoju.
-Cześć, cześć, cześć, Białystok wita wieś! - Odpowiedzieli mu bywalcy pubu.
Bart podszedł do lady:
-Trzy kwarty piwa korzennego z miazgą z orzeszków laskowych zrywanych w dzień letniego przesilenia - zamówił
Barman o pseudonimie grzybek przeszył go wzrokiem. Po chwili uznał go za spoko gościa (frajera do oskubania) i wręczył mu kubek brudnej wody z sedesu nazywanej w tym pubie drinkiem. Bart wziął go i podszedł do zakapturzonej postaci:
-Najlepsze jabłka rosną u Borysa, za ostrokołem - wyszeptał
-Cinek chętnie je zjada, o ile Boleq nie przyprawi go o krwotok nosa - powiedział - Chodź J-666, zajmiemy wolny stolik, mam ci dużo do przekazania...
Rozdział 1
***
Był chłodni dżdżysty wieczór. Żul Jacek szedł ulicą i rozmyślał nad swoim życiem. Ale nie wiedział, że gdzieś w głębi astralnej powłoki tego świata dżemie ukryte zło i okrucieństwo. I ma ona na imię Kasia. Jednak, gdy Jacek przebywał właśnie poza swoim doczesnym ciałem na skutek medytacji wspomaganej wielką siłą autosugestii (inni nazywają to stanem nietrzeźwym) zobaczył coś, co sprawiło, że jego kolorowe od różnorodności wypitych drinków oczy zadrżały z wrażenia. Na tle księżycowego nieba unosiła się niczym w głębinach oceanu skażonego przez ropę naftową postać. Miała długie włosy, zaczesane na Magdę M., czerwoną pelerynę i różowy strój. Na ramieniu jej spoczywała przymocowana gumką recepturką deska. Tak to ona - pomyślał Jacek - to Pamela Anderson- powiedział Jacek, po czym z wrażenia upuścił butelkę wódki. Wtedy postać skręciła i poszybowała z zawrotną szybkością Borysa uciekającego od krwiożerczego i bestialskiego psa Sebastiana i wylądowała toż przed nim i złapała butelkę. Jej oczy lśniły z zadowolenia. Wręcz zdawały się mówić: Uratowałam twoją butelkę menelu, w nagrodę masz mnie pocałować. Ale Jacek z wrażenia wykrztusił tylko jedno słowo (a może i dwa) - Kim jesteś?? A ona na to:" Jestem śmiercią i życiem, magią i chaosem, spokojem i gniewem, miłością i nienawiścią, skejterką i harcerką znaną jako Mroczna Bojowniczka Shaqira! - Uciekła zanim Jacek zdołał wykrztusić -...Rotfl
***
Mineło kilka miesięcy od spotkania Jacka z tajemniczą Mroczną Bojowniczką Shaqirą. I chociaż Jacek nie chciał się do tego przyznać do głęboko pod powierzchnią szlamu w jego głowie zwanego też mózgiem wiedział, że się u niej zadłużył na butelkę wódki. I od kilku miesięcy nieustannie wprowadzał się w stan radości i szczęścia (upojenia alkoholowego) by móc zwrócić jej należyty dług. Jednak po miesiącach przesiadywania pod pubem "Bartek-piwo rekomendowane przez Maciusia" nie spotkał jej ani razu. Jednak coś się działo w wielkiej głębi wszechświata. Wszystkie znaki na niebie i ziemi (mundurki w szkołach, drożejące masło) zaczęły świadczyć, że w tym roku zdarzy się coś niezwykłego. Ale Jacek nie mógł o tym wiedzieć. Szedł zwyczajnie ulicą, mając głęboko w otworze, w którym znajduje się koniec jelita grubego i przez który są usuwane wszystkie nieczystości naszego ciała (zwanym potocznie dupą) wszystkie problemy naszego świata, począwszy od romansu jego brata Borysa z Tajemniczą Mroczną z Parku , skończywszy na przerwach w dostawach wódki do jego ulubionego pubu. I gdy tak sobie szedł ulicą zobaczył coś, co odcisnęło wielkie piętno w na jego twardej jak durastal czaszce. Wielkimi krokami podchodził do niego człowiek. Ale nie to przeraziło tak Jacka. Ten człowiek szedł po lewej stronie chodnika. Jacek był wstrząśnięty tak jawnym lekceważeniem praw kodeksu drogowego. Był tak wstrząśnięty, że od razu stracił przytomność. Nie wiedział, że najgorsze jest dopiero przed nim.
Rozdział 2
Wyobraźmy sobie nurt. Nazwijmy go śmocą. Wyobraźmy sobie, że nie jest to zwykły nurt, ale ogólnowym. Wydarzenia mają swój własny cel - rozpoczynają się i kończą, oraz intencję - każde wydarzenia zna swój czas. Ale czasem coś lub ktoś może zakłócić nurt. Wtedy można się potknąć lub złamać sobie nogę. Ale co będzie, jeżeli zakłócenie będzie tak silne, że wszystkie wydarzenia zapomną o swoim celu i intencji?? Totalny chaos.
Jacek obudził się i rozejrzał. Z wielkim trudem formułował myśli. Działo się to na skutek spowolnienia aktywności mózgu w płatach czołowych obu półkul. Proces ten jest nazywany pospolicie kacem. Jacek spojrzał w prawo. Po dziesięciu minutach zobaczył dom. Jednak domem można to było nazwać tylko z racji pełnej funkcji - doświadczony architekt nazwałby to po prostu chlewem. Wtedy z jego dachu spadła szmata. A nie. To była osoba. Miała jasne, tłuste, klejące się włosy, scentrowaną twarz umazaną w błocie, krzywe, koślawe nogi, śmierdzącą skórę, lekkiego zeza, zwisające fałdy tłuszczu, a to wszystko jakby przepuszczone przez walec drogowy i płukane w wodzie rynsztokowej. Tak, to ona. Wiedźma Katarzyna.
-Cześ ć- wycedziła przez swoje krzywej połamane zęby błyszczące na tle światła słonecznego odbitego przez naturalnego satelitę Ziemi, krążącego wokół niej o geosynchronicznej orbicie, które jest również znane jako poświata księżycowa.
-Hail- wycedził Jacek i pogrążył się w stanie radości i marzeń sennych, typowym po zażyciu Smile-drinków marki ABSOLWENT.
Tymczasem gdzieś na drugim końcu tego geoidiotycznego świata ziom Bart zakładał na siebie kilogram hartowanej stali uformowanej w ogniwa łańcucha. Było to zjawisko dość niezwykłe, gdyż Bart jako zagorzały kibic potomków pasterzy świń zza Dupia (inni mówią na nich ŁKS Łomża, a jeszcze inni - Trzy literowa, łomżyńska k***a sportowa) zwykle nie zakładał łańcuchów, ponieważ Kodeks Honorowy Wampirów mu tego zabraniał. Ale dziś były Barta urodziny, więc postanowił nosić łańcuchy jako pierwsza oznaka młodzieńczego buntu, który właśnie przeżywał. Na pierwszy cel swojej wędrówki po kilku milionach ton żwiru, betony, gnoju i tworzyw sztucznych (czyt. Białymstoku) wybrał pub "Bartek - piwo rekomendowane przez Maciusia".
-Ariva,ariva,ariva ŁKS!- Krzyknął przekraczając próg publicznego miejsca służącego do wprowadzania się w stan błogości i spokoju.
-Cześć, cześć, cześć, Białystok wita wieś! - Odpowiedzieli mu bywalcy pubu.
Bart podszedł do lady:
-Trzy kwarty piwa korzennego z miazgą z orzeszków laskowych zrywanych w dzień letniego przesilenia - zamówił
Barman o pseudonimie grzybek przeszył go wzrokiem. Po chwili uznał go za spoko gościa (frajera do oskubania) i wręczył mu kubek brudnej wody z sedesu nazywanej w tym pubie drinkiem. Bart wziął go i podszedł do zakapturzonej postaci:
-Najlepsze jabłka rosną u Borysa, za ostrokołem - wyszeptał
-Cinek chętnie je zjada, o ile Boleq nie przyprawi go o krwotok nosa - powiedział - Chodź J-666, zajmiemy wolny stolik, mam ci dużo do przekazania...